Historie osób

Wspólność majątkowa małżeńska

 
Dorota. Po raz pierwszy spotkałam ją dwa lata temu. Sprawiała wrażenie pełnej ciepła i spokoju kobiety. Z jednej strony krucha i delikatna — z drugiej pełna siły i determinacji. Od razu przeszłyśmy na ty.

Wraz z mężem i córką przywitali mnie pieczoną rybą z kapustą i ziemniakami. Sytuacja Doroty i jej rodziny nie była łatwa. Komornik. Licytacja majątku. Presja otoczenia. Poczucie klęski. Strach. Lęk przed jutrem…

— Nie mogę się poddać. Mam dla kogo walczyć. Mój mąż już kilka razy próbował popełnić samobójstwo. Nie wytrzymuje ciągłej presji, obciążenia. Muszę być silna. Nie mam wyjścia. Jeśli tylko jest jakaś szansa — spróbuję. Zrobię wszystko, aby przeprowadzić upadłość. Nasze problemy finansowe powstały na skutek zupełnie niezależnych okoliczności — opowiadała.

Andrzej, mąż Doroty, rozpoczął działalność gospodarczą. Jego firma zajmowała się przewozem towarów na zlecenia. Na początku posiadał trzy samochody i zatrudniał kierowców. Przez kilka lat jego przedsiębiorstwo prężnie funkcjonowało. Andrzej regularnie inwestował w lepszy i nowocześniejszy park samochodowy, stare auta zastępował nowszymi modelami… Brał leasingi i kredyty.

Andrzej wziął kredyt na zakup dwóch naczep oraz na kolejny samochód. Stare samochody sprzedał, a zarobione pieniądze przeznaczył na spłatę innych kredytów.

Nagle sytuacja pogorszyła się. Większość zleceniodawców zaczęła wydłużać terminy płatności za wykonane przez firmę Andrzeja usługi. Najpierw do 30 dni, później do 60, by ostatecznie żądać 90-dniowego terminu płatności, nie zawsze tego terminu dotrzymując… Aby uzyskać kolejne zlecenia na posiadany przez firmę tabor samochodów, Andrzej zaczął kredytować zleceniodawców, samodzielnie kupując paliwo. Miesięcznie ponoszone koszty sięgały kilkudziesięciu tysięcy złotych. By mieć pieniądze na kolejne kursy, Andrzej zaciągał kolejne kredyty. Liczył, że spłaci je gdy tylko otrzyma zaległe należności. Te jednak opóźniały się. Zaciągał kolejne kredyty. Wraz z nim — podpisywała je Dorota.

— Na rynku transportowym zaczęło się dziać coraz gorzej. Pojawiło się dużo nowych, konkurencyjnych firm. Paliwo podrożało, a zleceniodawcy zaczęli wykorzystać swoją przewagę — tłumaczyła Dorota. — O zlecenia było coraz trudniej. Wyjazdy wydłużały się, zleceniodawcy zaczęli płacić tylko za kurs w jedną stronę, pozostawiając mężowi obowiązek znalezienia klienta na transport powrotny. Mąż popadł w poważne kłopoty finansowe. Firma leasingowa zabrała jeden samochód, naliczając koszty rozliczenia umowy. Aby pokryć te należności Andrzej sprzedał jedną naczepę i ciągnik siodłowy. Sprzedaż ta pozwoliła uregulować i rozliczyć umowę leasingową. Na stanie firmy pozostał już tylko jeden samochód i dwie naczepy.

— Jakby tego było mało — w tym czasie syn Doroty i Andrzeja miał poważny wypadek —

Andrzej zwrócił się do banku z prośbą o wyrażenie zgody na sprzedaż samochodu i naczep. Chciał rozliczyć kredyt. Niestety bank nie wyraził zgody na transakcję i zlecił komornikowi zajęcie majątku.

— Samochód i naczepy stoją na podwórzu, nikt z nich nie korzysta, ich wartość spada z dnia na dzień, a kredyt i odsetki rosną w błyskawicznym tempie! — żalił się Andrzej. — Brak zgody na sprzedaż ze strony banku, tylko pogarszała naszą i tak trudną sytuację.

Po naszym spotkaniu — Dorota zebrała i przygotowała pełną dokumentację zobowiązań i sytuacji firmy męża. Napisałyśmy dwa wnioski. Jeden Doroty, o ogłoszenie upadłości konsumenckiej i drugi — Andrzeja o upadłość konsumencką byłego przedsiębiorcy.

Wniosek Doroty został rozpatrzony pozytywnie — sąd wydał postanowienie o upadłości. Dorota nie miała osobnych, prywatnych zobowiązań, jej długi były zobowiązaniami męża zaciągniętymi w związku z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą.

W pierwszym etapie sąd oddalił wniosek Andrzeja uznając, że prowadząc przez lata działalność gospodarczą powinien wiedzieć, że jeśli firma nie jest w stanie spłacać swoich zobowiązań — należy złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości przedsiębiorstwa. Andrzej takiej wiedzy nie miał, ale mimo zamknięcia firmy, wpłacał każdą zarobioną złotówkę na konto komornika. Na złożenie zażalenia Dorota i Andrzej mieli tydzień. Wysoka moralność płatnicza Andrzeja przeważyła i sąd po ponownym rozpatrzeniu wniosku, ogłosił jego upadłość.

 


 

Kredyt na start

 
Roland to młody, ambitny człowiek, pełen zapału, przejawiający inicjatywę i chęć zrobienia czegoś wielkiego. Dostał swoją szansę. Bardzo szybko i bez wielkiego wysiłku. Co gorsze, bez odpowiedniego przygotowania.

— Już na studiach miałem świetny pomysł na biznes. Zaraz po obronie pracy magisterskiej założyłem swoją działalność, udałem się do banku i niemal od ręki dostałem kredyt na start — opowiada Roland. — Łatwo poszło! Zachłysnąłem się tym sukcesem. Poczułem się ważny, pewny siebie i swojego planu… Może wręcz nieomylny. I chyba to mnie zgubiło — przyznaje po czasie.

Roland wynajął biuro w centrum miasta, kupił meble, auto służbowe, zainwestował w sprzęt komputerowy, zatrudnił pracowników. — I nagle zabrakło mi pieniędzy. Zorientowałem się, że coś jest nie tak, że popełniłem błąd. Wydałem wszystkie pieniądze, a biznes nie przynosił jeszcze dochodów. Po trzech miesiącach musiałem zwolnić pracowników, wypowiedzieć umowę najmu… Ograniczałem wszelkie możliwe koszty. Robiłem wszystko, co w mojej mocy, aby zarobić na ratę kredytu. A gdy brakowało na spłatę — zaciągałem kredyty na mniejsze kwoty, by później ratować się chwilówkami — opowiada.

Spotkaliśmy się po roku od momentu, gdy Roland rozpoczął swoją działalność. Był bardzo wystraszony sytuacją w jakiej się znalazł. Nie brakowało mu jednak determinacji, by to zmienić. Godził się ponieść konsekwencje popełnionych błędów, ale chciał żyć dalej, chciał wyjść z pętli zadłużenia.

— Nie chcę uciekać od odpowiedzialności. Chcę spłacić swoje długi, ale bez ogromnych odsetek, bez telefonów i wizyt przedstawicieli banków czy windykatorów. Wiem, że popełniłem błędy. Wiem jednak, że żadnego z tych błędów już nigdy nie powtórzę. Potrzebuję tylko jeszcze jednej szansy.

Roland złożył wniosek do sądu o ogłoszenie upadłości osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą. Nie ma żadnego majątku ani pieniędzy na pokrycie kosztów postępowania. Tym samym spełnił swój obowiązek jako przedsiębiorca. Sąd oddalił wniosek ze względu na brak środków na pokrycie kosztów postępowania sądowego dotyczącego upadłości przedsiębiorstwa. Teraz Roland czeka rok, od momentu wykreślenia z ewidencji działalności gospodarczej, by móc złożyć wniosek jako konsument.

 


 

Kredyt we frankach szwajcarskich

 
Grzegorz wraz z żoną Beatą od kilku lat odkładali pieniądze, aby wybudować dom. Taki był ich cel. Oboje mieli stałą pracę, pozytywnie patrzyli w przyszłość. W końcu postanowili przystąpić do realizacji marzenia.

— Zdecydowaliśmy się na wzięcie kredytu hipotecznego na zakup działki i budowę domu. Skorzystaliśmy z oferty dla osób fizycznych — kredyt był waloryzowany kursem franka — opowiada Grzegorz.

Łączna kwota ich kredytu wynosiła kilkaset tysięcy złotych. Na dzień podpisania umowy kredytowej, było to odpowiednio 200 tysięcy franków szwajcarskich. Cztery lata później Grzegorz rozstał się z żoną. Oboje solidarnie podpisali umowę kredytową, więc  zobowiążanie ciążyło na obojgu.

— Na początku 2015 roku notowania franka szwajcarskiego poszybowały w górę. Rata kredytu zwiększyła się niemal dwukrotnie. Przez osiem lat, spłacałem terminowo kredyt, każdą ratę, a mimo tego nadal pozostawało do spłaty kilkaset tysięcy złotych.

Miesięczne wynagrodzenie Grzegorza było niższe niż rata kredytu, jaką powinien spłacać. Zdecydował się na wyjazd do Wielkiej Brytanii, licząc, że tam szybciej zarobi potrzebne pieniądze. Wciąż jednak pozostawał niewypłacalny.

Z Grzegorzem pracowaliśmy bardzo intensywnie. Przez kilka tygodni zbieraliśmy dokumentacje, otrzymałam od niego kilkadziesiąt wiadomości z różnymi pytaniami. Wniosek o upadłość złożyliśmy w wrześniu. Tydzień później skontaktowała się ze mną jego żona — w niedługim czasie przygotowałyśmy także jej wniosek. Na początku grudnia, tego samego dnia, sąd wydał dwa postanowienia: ogłosił upadłość zarówno Grzegorza jak i jego żony Beaty.

Kontakt

Jeżeli po przeczytaniu książki nasuną się Państwu pytania, proszę o przesłanie wiadomości drogą mailową bądź skorzystanie z formularza znajdującego się obok. W miarę możliwości odpowiem na wszystkie wiadomości.

Spodobała się Państwu książka? Proszę przesłać mi swoją recenzję!

DANE KONTAKTOWE:
Lucyna Dassuj
Adres e-mail: dassujlucyna@gmail.com

Fundacja Moja Upadłość
www.mojaupadlosc.pl

Top